Rozpoczynamy przygodę z #Twarda_Gra

Cześć.

Nazywam się Marcin ,posty wrzucam jako „Cinski”

Pomysł z blogiem narodził się spontanicznie , postanowiłem dzielić się swoim życiem , wrażeniami, oraz tym co najważniejsze moim amatorskim piłkarskim życiem, ale także prowadzić go w formię pamiętnika.

Blog #Twarda_Gra idealnie opisuje moją przygodę z piłką, to na prawdę Twarda Gra.

A-klasa to nie liga, to nie poziom rozgrywkowy, to po prostu STYL ŻYCIA !

Ludzi jakich spotykam na boisku i poza nim nie da się wsadzić do żadnej kategorii. Są to ludzie,którzy myślą,że zostaną piłkarzami, bardzo przykładający się do treningu, kupujący najdroższy sprzęt(bo przecież korki same grają xD) od takich ,którzy lekcja chodzenia została gdzieś zaniedbana,serio ,niektórzy po prostu nie umieją biegać, a co dopiero coś tą piłkę kopnąć, zdarzają się ludzie,którzy po prostu grają bo to kochają i sprawia im to mega wielką przyjemność, coś potrafią kopnąć, ale nic szczególnego. Nie mówię ,że nie zdarzają się grajki co naprawdę aż przyjemnie się patrzy jak grają, ale to zawsze mają sezon lub nawet pół i grają gdzieś wyżej.

Od razu uprzedzam,że ja piłkarzem nie jestem i nigdy nie będę…no chyba ,że powtórzy się historia z Grzesiem Piechną, mogę powiedzieć ,że taka 3 kategoria nieoheblowanego drewienka ze mnie będzie 😉

W piłę zacząłem grać dosyć późno, nigdy nie było mowy od małego ,żeby zostać piłkarzem to było moje marzenie-otóż NIE ! Ja nigdy nie miałem takiego marzenia, bo jak za małego graliśmy za blokiem to zawsze schemat był ten sam, byłem wybierany na końcu i zawsze na obronę , tak byłem najsłabszy, ale to w sumie dobrze, bo koledzy,którzy byli lepsi myśleli,że zawsze tacy będą.

Od tamtego czasu zacząłem samemu trenować, szło to mega opornie,ale zauważałem efekty, ponieważ co wakacje, zdawało mi się ,że jestem albo coraz lepszy albo oni są gorsi. Z biegiem czasu okazało się ,że trochę moje myślenie związane z piłką trochę się zmieniło, mianowicie moje umiejętności poprawiły się dzięki ciężkim treningom oraz doświadczeniu nabytemu na codziennych grach na boisku z kumplami.

Spróbowałem sił w klubie. W wieku 17 lat poszedłem na pierwszy trening, tak w wieku 17 lat !!! Inni debiutują w tym wieku w Champions League a ja wybieram się na trening aby zostać piłkarzem xD

Historia zatoczyła koło… byłem najgorszy. Szok, przecież od tych innych kolegów byłem lepszy a teraz znowu ? Skoro tak było to nie pozostało mi nic innego jak zrobić to co wcześniej, czyli ostro pracować samemu. Treningi opłaciły się , dzięki temu na stałe zagościłem w wyjściowej jedenastce u trenera. Grałem sporo, na prawdę sporo. Skończyłem 18 lat, dorosły byłem, Boga za nogi złapałem… przecież piwko nic nie zaszkodzi. Tak zaszkodziło,że powąchałem ławkę rezerwowych. Ja? Podstawowy obrońca na ławkę ? Tak nie może być, wtedy narodził się pomysł o tym aby zostać piłkarzem, takim zawodowym ,który potrafi bardzo dobrze grać,ale co za tym idzie, uzbiera na jacht 😉

Trener uświadomił mi ,że skończył się wiek juniora i pora iść do seniorów ! :O  Ja w seniorach ? Pierwszego dnia nie zapomnę do końca życia. Nie spałem w nocy, bardzo źle się czułem przed pierwszym treningiem.

Okazało się ,że nie tylko ja zaliczam debiut, zmienił się trener. Ufff, każdy z nową kartą, będzie mi łatwiej. W pierwszej rozmowie z nim, nie wiem do dziś dlaczego odpaliłem,że jestem napastnikiem. :O może dlatego ,że posiadam dziwną umiejętność, potrafię wsadzić taką bramę niekiedy,że w Ekstraklasie wstają i klaskają, ale też z 1,5 m na pustą bramkę potrafię zestrzelić ptaka lecącego wysoko xD

Dostałem szansę gry w sparingu z Krupińskim na „9”.Gra układała się nawet dobrze, wymagający rywal, IV liga, poukładany, rośli stoperzy, wirtuozi w pomocy, wiatraki na skrzydłach oraz kiler na ataku, myślę sobie gdzie ja tam i moje lichę ciało… Stoperzy pokazali jak się gra w lidze wyżej, w życiu nie zrobiłem salta skacząc do główki po zderzeniu z obrońcą ;O

Ale dzięki temu nagle ‚włączył ‚ się ten właśnie jeden jednorazowy strzał … coś w stylu płonącej piłki… miałem chyba z 2 m straty do piłki.. ale dogoniłem ją i z pierwszej piłki poszłoooo! Bez rotacji, w linii prostej, od mojej stopy , obok obrońcy i między nogami bramkarza piłka wpada do siatki. W tym momencie totalnie nie wiedziałem co się robi. Myślę sobie ” w tv się cieszą ” myślę zrobię jakąś cieszynke albo coś w tym stylu… w mojej głowie było wiele myśli co mam zrobić, ale wystarczył jeden stanowczy gest..podniesiony kciuk trenera. Wtedy wiedziałem,że muszę to powtórzyć… no, w tym sparingu się nie udało,ale zaliczyłem jeszcze asystę,dzięki której wygraliśmy 0:2 z rywalem ,który kilka miesięcy wcześniej zgniótł by Żory jak papierosa na mokrym przystanku.

Dzięki temu sparingowi, strzelonej bramce, nadzieja wróciła. Pomyślałem,że dlaczego na prawdę nie zostać tym profesjonalnym piłkarzem.

Dalsze zmagania w następnym poście..

C.D.N

 

MP