Czy można wygrać mecz bez strzelania bramki?

Jak w tytule, czy możemy wygrać mecz bez strzelania bramki ? Teoretycznie można, wtedy musimy liczyć na bramki samobójcze… Po ostatnim meczu bardzo zagotowało się w szatni, głównie z mojego powodu. Zdenerwowałem się ponieważ człowiek produkuje się przez 90 minut w obronie a nasi ” napastnicy” grają sobie swoją grę, nie oddają strzałów na bramkę, nie trenując wywalają piłkę gdzieś w pokrzywy bo jak ma ktoś mieć czucie piłki skoro trenuje 2-3 razy w miesiącu?
Ostatnio policzyłem sobie i oddałem w ostatnim meczu więcej strzałów na bramkę niż napastnicy… ja , a ja gram na środku obrony…

Na prawdę mamy w tym problem, bo każdy z nich ma na tyle dobry strzał, na tyle silny ,że jak by trafili to bramkarz wpada z piłką do bramki,ale po co próbować,lepiej będąc w polu karnym tracić siły na przepychanie się gdzie to nic nie wnosi do naszej gry, bo jeszcze rozumiem przetrzymać piłkę i wystawić nabiegającemu pomocnikowi  i ten wkłada piłkę do siatki, a oni ani nie podadzą, ani nie strzelą, po prostu są bezużyteczni na boisku, ale do gadki i pretensji to oboje pierwsi… dostałem opiepsz od nich ,że ja nie podaje im piłek.. myślę sobie logiczne gdybym był pomocnikiem,ale przepraszam ja jako obrońca mam się brać za rozgrywanie ? OD KIEDY ŚRODKOWY OBROŃCA MA ROZGRYWAĆ PIŁKĘ Z NAPASTNIKAMI ? Oczywiście, jeżeli jest możliwość zagrania dłuższego podania to próbuję ,ale to też trzeba wyjść do tej piłki, pokazać się , unikać spalonego, a nie myślami być w domu ” hmm co robi moja dziewczyna?” ” kurde , po meczu musze coś tam zrobić..” i tak potem każda piłka odskakuje, nie ma żadnego celnego strzału.

Teraz wszyscy Ci co to czytają pomyślą sobie,że nie jestem lojalny w stosunku do drużyny, że nie gram w jednej drużynie i wytykam błędy… może i te błędy wytykam, bo zależy mi na wygranej, mam dość wyciągania piłki z siatki, gdy oni tylko na tym boisku stoją i przyglądają się jak my się bronimy…

Dzisiaj gramy 3 mecz, na 2 mecze oddaliśmy z 30 strzałów na bramkę a mamy tylko 2 bramki, bo przecież jak jest się sam na sam z bramkarzem, napastnik w treningu zapyta bramkarza gdzie chce piłkę i mamy brameczkę , a jak trenuję się raz w miesiacu to dziwne że się nie trafia w dogodnej sytuacji.
No ,ale przecież trzeba mieć siły na przepychanie się i dyskusje i pretensje bo ja przecież nic nie zrobiłem i ja jestem taki świetny tylko nikt mi nie podaje piłki i ja nie strzelam.
Wychodzę z założenia ,że mamy na ławce 2-3 zawodników,którzy wejdą na boisko od początku i będą gryźć trawę i będą lepszym rozwiazaniem niż ta dwójka… Nie trenujesz , nie grasz … może by w końcu wzieli się w garść i zobaczyli,że nie są nie tykalni.

Może dzisiaj będzie lepiej, oczywiście poinformuję was o tym.

Chociaż wy trzymajcie za nas kciuki !

MP

Zapinamy pasy i startujemy!

Muszę wam się do czegoś przyznać. W życiu nie byłem tak bardzo zadowolony z startu ligi, w sumie jak każdy , z którymi dzielę szatnie. I trochę zostaliśmy więźniami naszych pragnień. Każdy był niecierpliwy, podniecony i podekscytowany, dużo do balonika dorzucił fakt,że mamy nowe stroje i każdy co chwile mówi o awansie do Okręgówki.

Dwa dni przed meczem… w powietrzu czuć już zapach trawy, piłki napompowane, stroje już wiszą. Trener na treningu poinformował kto zmieścił się do kadry meczowej, tak musimy wybierać 18 ludzi aby była pełna kadra meczowa, oczywiście znaleźli się ,którzy mecz obejrzeli z trybun,ale zawsze to powinna być pozytywna motywacja „Jeszcze nie dzisiaj,ale trenuj i mnie przekonaj a za tydzień…” o dziwo nikt się nie obraził, nie strzelił fochem i zapierdzielali coraz mocniej na treningach. Pozostało już odliczanie…

Dzień meczowy… 🙂

Korki już umyte, ochraniacze spakowane, wsiadam w samochód i jade. Na zbiórce 18 osób, stroje na wieszakach wszystko tak jakby w I lidze. Presja coraz większa,balonik napompowany do maksimum. Na odprawie trener zaznaczył jak mamy grać, jakie założenia mamy realizować, skład podany, rozgrzewka skończona, przebrani i czekamy w tunelu… patrze na twarz każdego z osobna i muszę powiedzieć,że w większości ludzi biła pewność siebie, że zniszczymy ich. Były też osoby w których widziałem trochę strachu, i jak potem zauważyłem,że ten strach był uzasadniony.

Pierwszy Gwizdek ! I JAZDA !

Od samego początku nie układało się NIC ! Dosłownie NIC ! Osoby,które na twarzy mega pewność siebie zagrały trochę poniżej oczekiwań, nie mówię ,że zagrałem wyśmienicie, zagrałem tak jak cała drużyna ,czyli przeciętnie.

W pierwszej połowie tracimy dwie bramki, dwie bramki ,które totalnie nie powinny wpaść, a zwłaszcza na 0:2. Na Kartofliskach było by to hitem.

Druga Połowa!

W sumie dopiero gdy dostaliśmy bramkę na 0:3 to zaczęliśmy grać, wyszło tutaj nasze przygotowanie, w 60′ oni stracili siły, pasek wytrzymałości już na czerwono 😀 a my dopiero zaczęliśmy dokręcać śrubę. A poza tym bramka na 0:3 wpadła z karnego, gdzie kolega z Radlina w polu karnym krzyknął „Ała” i cyk …karny.
Nasz Kapitan zaczął, w końcu strzelać tak jak powinien, dostawał podania takie jak powinien od początku, obrona zaczęła funkcjonować tak jak powinna.
1:3… 2:3.. i dostajemy przy takim stanie rzut wolny pośredni z piątki.. jak dobrze wiecie ,że takie wolniaki wpadają totalnie losowo, kolega zamiast normalnie podać tą piłkę to machał nogą i machał i zamiast wprowadzać w błąd przeciwników to wprowadzał nas w błąd.

Koniec !
Przegrywamy na inaugurację ,ale nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło.
Cztery sezony temu, start mieliśmy podobny czyli 2:0 w plecy na dzień dobry, a potem już nie przegraliśmy i był awans, mam nadzieje,że ten sezon potoczy się tak jak w przeszłości.

MP

Hokejowe sparingi z gęstą atmosferą.

Cześć !

Dawno nic nie pisałem,może przez to ,że totalnie nie da się żyć przez te upały…a tu dodatkowo trzeba trenować, grać co 3 dni , kurde jak w lidze mistrzów.

Może trochę opowiem o naszych sparingach… no powiem wam,że źle nie jest. Wyniki hokejowe, 6:5. 4:3 itp. Sytuacja kadrowa jak na początku było znakomicie, tak teraz wraca do normy…czyli na treningu 9-10.. a na meczu ok.12-14 ludzi, zamiast utrzymać to tak jak było.. czyli na treningu po 20-22 osoby i na sparingu tak samo… moim zdaniem jest to delikatna wina zarządu, fakt , to nie jest moja sprawa jak klub jest zarządzany, żaden „piłkarz” nie powinnien w to ingerować, głównie jak nie wiadomo o co chodzi to chodzi o pieniążki, ale to pozostawię dla siebie. Jeżeli czytają to jacyś piłkarze to powiedzenie „Co w szatni to zostaje w szatni” i tak pozostanie.

Zanim zaczniemy nowy sezon, rozmowy głównie prowadzone są w związku z naszym ustawieniem. Gdy przyszedł nowy trener i od razu spróbowaliśmy zagrać 3-5-2 z wahadłowymi i powiem wam jechaliśmy jak do pożaru z każdym… wyniki na wiosne mówią same za siebie, podnieśliśmy się z dna i skończyliśmy sezon na 7 miejscu zamiast na przedostatnim.

Problemy z tym ustawieniem zaczęły się dopiero teraz gdy stracimy prawie na 100% bramkarza, wahadłowych dwóch, stopera który grał ze mną i ofensywnego zawodnika… fakt, przyszło kilku nowych zawodników ,którzy śmiało mogą ich zastąpić, ale to potrzebujemy czasu aby się z nimi zgrać by zaczeło wszystko funkcjonować tak jak było, jeżeli aklimatyzacja przebiegnie szybciutko to o wynik jestem spokojny.

Myślimy aby wrócić do najbardziej uniwersalnego ustawienia jak 4-3-3 ale głównym kłopotem mogą być nasze skrzydła… jeżeli prognozy się potwierdzą to z kłopotami będzie każda drużyna która z nami będzie grała, ale jeżeli nie to może to być nasz konik, bo sam skrzydłowy meczu nie uciągnie, a kumaty przeciwnik zamknie jedno skrzydło i z jednym napastnikiem nic nie zrobimy.

Moim zdaniem powinniśmy przejść na 4-4-2 , już mamy dwóch napastników, ale i podłączających się skrzydłowych i jednego ofensywnego zawodnika, już atakujemy 7 zawodnikami. Tylko jeszcze musimy atakować z głową, problemem jest to ,że totalnie nie mamy pomysłu na atak pozycyjny, nie utrzymujemy się długo przy piłce, nie ma pomysłu aby wykorzystywać skrzydła i dobre dośrodkowanie. Większość bramek zdobywamy po kontrach, które w naszym wykonaniu są na prawdę świetne.

Zmiana systemu gry, oraz nowe personalia stawiają początek sezonu pod wielkim znakiem zapytania, totalnie nikt nie jest w stanie przewidzieć jak to rozpoczniemy, ja jednak wierze ,że 3 punkty zostaną w Żorach.

MP

„więcej sprzętu niż talentu”

Dzisiaj może nie koniecznie o typowym dniu A-klasowca,nie będzie żadnej wzmianki o treningu oraz podejściu do treningu.

Porozmawiajmy na temat sprzętu, a konkretnie obuwia w którym mam przyjemność grać.

Nike Mercurial Vapor World Cup Edition ! Model na zdjęciu to model półprofesjonalny, czyli nie te najlepsze ,ale już jakieś tam profesjonalne są. Zostały zakupione na R-gol.com , ogólnie większość sprzętu ,który posiadam jest właśnie od nich ze względu na konkurencyjne ceny oraz towar ,który mają w ofercie, ale nie będę się o tym rozpisywać.

„Najeczki” są całkiem wygodne i gra się w nich bardzo komfortowo, czucie piłki jest bardzo dobre, fakt drewnianymi nogami ciężko jest cokolwiek czuć,ale bardzo pomagają przyjmować piłkę i ją kopnąć.

Wadą tych butów jest to ,że przy jakiś zrywach, szybszych zmianach kierunku stopa nie jest w 100% stabilna i często ucieka na bok i jest dużo stresu bo bardzo łatwo można skręcić stopę. Vapor nie będzie najlepszym rozwiązaniem dla skrzydłowych, najlepsze będą Superfly. Usztywnienie stopy, oraz jeszcze większy komfort gry w zupełności wyrównuję cenę za jaka można kupić takowe buty.

Może wspomnę też o piłce ,którą aktualnie kopie i używam. Nike Magia jest jedną z najlepszych piłek jaką miałem, bazując na sile uderzenia i „celności” jaką dysponuję to piłka miażdży! Rozmawiałem z naszym bramkarzem i wspomniał,że moich strzałów się nie broni… Jeżeli leci w światło bramki to przeważnie wpada , albo leci gdzieś w ziemniaki czyli tak czy siak się strzału nie broni. Z jednej strony mega to cieszy, a z drugiej daje dużo do myślenia, aby pracować nad tymi strzałami, bo słuchając opinii innych to poziom mojego strzału jest na poziomie piłkarzy I-ligowych a nawet Ekstraklasowych.

Może w przyszłości poprawię moje strzały jak i całokształt piłkarski. Będę starał się i ciężko pracował w miarę możliwości. 😉

Więcej zdjęć danych korków na instagramie !

Zapraszam

MP.

Trening czy nie trening ?

Tak jak wspomniałem na instagramie, dzisiaj porozmawiamy o mikrocyklu treningowym , o samych treningach i o podejściu do nich. Wiem,że niekiedy po ciężkim dniu pracy jest cholernie ciężko zmotywować się aby na ten trening pójść więc go czesto olewałem, wspominałem wcześniej gdy tam problemy z trenerem itp.

Może najpierw powinnienem zapytać na jakiej zasadzie podchodzicie do treningu, czy byle aby przyjść odbębnić i święty spokój aby tylko trener się nie czepiał ,że nie chodzimy ? Czy też raczej tak bardziej ambitnie, przykładając się do każdego ćwiczenia, przejmując się , krzycząc aby każdy robił ćwiczenia dobrze? Znam parę osób ,które są w grupie tych drugich , tych ambitnych , oczywiście nic do nich nie mam ,ale moim zdaniem ta nadmierna, tak to dobre słowo – NADMIERNA ambicja śmierdzi mi troche hipokryzją.

Przykład z życia wzięty: gdy rozpoczynałem treningi w drużynie seniorskiej, bardzo się przykładałem, zasuwałem jak mały osiołek, przecież chciałem zostać piłkarzem… był tam pewien zawodnik , pozwólcie ,że nazwę go Eustachy, he he pewnie Ci którzy mnie znają i to przeczytają i grają w piłkę ze mną będą mogli wiedzieć o kogo chodzi xD

Do brzegu kapitanie ! Był właśnie w drużynie nasz Eustachy… krzyczał, mobilizował, starał się tak bardzo ,że jak by od każdego treningu zależało jego życie, jak dobrze wiecie, ja raczej techniczny nie jestem i raczej nigdy nie będę , serio. Ówczesny trener bardzo zwracał uwagę na podanie, trzeba było podawać tak aby piłka zostawiała ślad na murawie, na instagramie widzieliście jakie mamy lotnisko 😉 wiadomo byli tacy grajki co bez najmniejszego problemu im to wychodziło, dla mnie to była jakaś magia, jak można tak podawać, ważne jest to aby piłka doszła z punktu A do punktu B nie ważne w jaki sposób. Nie udawało mi się tak zagrywać, darł się po mnie, krzyczał , oczywiście nie trener lecz Eustachy, wiecie, skoro bardzo się staracie i chcecie aby coś wychodziło a ktoś tak na prawde drze jape ,że nie potraficie czegoś bo po prostu nie, to jest to mega demotywujące, flustrujace i mega zniechęca do treningów, ale co najśmieszniejsze to naszemu koledze nie wyszło ani jedno takie podanie jakie trener kazał, normalnie śmiechłem xD i tak najlepsze było to ,że ja zaliczyłem więcej udanych podań…aż 3 😉 Dlatego na tym przykładzie mogę stwierdzić ,że najlepiej nie powinno się cechować nadmierną ambicją, bardzo denerwuję oraz psuje atmosferę w drużynie. Większość ludzi gra w A klasie charytatywnie i wątpie w to ,że jest ktoś kto lubi jak się po nim krzyczy. Najlepiej podchodzić do wszystkiego z chłodną głową, jak się uda to się uda a jak nie to nie, przecież to nie jest gra o złote majtki, wiadomo,że nikt nam głowy nie urwie jak źle kopniemy piłkę.

Także skoro dokonałem jakiegoś drobnego podziału jak można podchodzić do treningu , to ja mogę śmiało stanąć po środku, bo raz mam dzień gdzie myślę o nim od samego rana „o dzisiaj trening , super” a zdarzają się dni kiedy mam po prostu ochotę rzucić to wszystko i leżeć do góry brzuchem. Myślę,że to jest takie najbardziej rozsądne oraz ekonomiczne dla naszych nerwów.

Często gęsto podejście do treningu zmienia mi się w samym trakcie trwania …i tu uwaga kolejne słowo na wyrost w A klasie …. ” Sesji Treningowej” albo jak kto woli ” jednostki treningowej” w sumie piszemy o trudnym słowie jakim jest mikrocykl treningowy… xD

Podejście oraz nastawienie to jedna z najbardziej zmiennych rzeczy w moim całym JA,sam nie potrafię ogarnąć jakie nastawienie mogę mieć za chwile, czy zaraz nie zamknę laptopa i skończę pisać, ale zaraz wrócę do tego i do kończę ten artykuł.

Tu chodzi głównie w naszej A klasie od tego ile ludzi przyjdzie na trening, wiadomo nie jesteśmy na kontraktach,że mamy obowiązek być na treningu, więc każdy ma tam jakieś obowiązki, praca, dziewczyna, kot, pies itd.

Spotkałem się z trenerem , który zaplanował sobie trening dla obrońców, wszystkie możliwe ćwiczenia poprawiające gre w defensywie, grę w przewadze, 2:1 , 4:2 itd… a na treningu ani jednego obrońcy … znaczy tylko ja byłem… czyli takie pół.. ;D. 16 chłopa + 2 bramkarzy, i pół obrońcy a reszta to ofensywni.. Wyobrażcie sobie ,że on zrobił ten trening dla obrońców.. normalnie szok, aż prosiło się o giere i spokój.

Krzyczał po mnie ,że nie radze sobie w sytuacji 3:1 … myśle sobie jak mam sobie poradzić? Przecież nie ogarne tego, dlatego wtedy zacząłem jajcować, nagle jakieś wslizgi z 5 m od napastnika, specjalnie ich puszczałem, albo robiłem tylko ruch nogą aby się odczepił.. dostawał białej gorączki.. ale zaczeło mnie to bawić i zauważyłem ,że resztę ludzi też.. także wyobraźcie sobie jakie jaja musiały być na treningach.. Raz to mnie nawet wyrzucił,ale potem w szatni przeprosił mnie ,że za gwałtownie zareagował, korciło aby powiedzieć ,żeby odpokutował to w kącie xD

Rozpisałem się o tej zmianie nastawienia do trenowania, a nie napisałem nic o mikrocyklu treningowym.

Cóż to jest taki mikrocykl..? Tak na chłopski rozum tak jak ja to rozumiem to nic innego jak dobrze zaplanowany tydzień treningów, z odpowiednimi ćwiczeniami, przerwą na regenerację. Mamy postawiony cel,że w pierwszych tygodniach pracujemy nad motoryką i nad przygotowaniem fizycznym. Jak ja nie znoszę takich treningów … 😡

Myślę ,że nasz Coach tak dobrał ćwiczenia,że nie będziemy mogli narzekać. Dzisiaj na treningu mniej więcej nakreślił nam ścieżkę działania, co najważniejsze dla mojej osoby było to ,że na treningu było aż 20 osób.. SZOK ! Kiedy ostatni raz trenowałem w takiej ekipie, atmosfera z treningu na trening jest coraz lepsza, każdy z każdym rozmawia, nowe twarze bardzo szybko się aklimatyzują, na prawdę aż miło iść na trening. Muszę z tego miejsca pochwalić trenera,że nie robi tego tak jak typowo kojarzy się trening motoryczny z przygotowaniem wydolnościowym. Nie biegamy bez sensu w kółko lub po lesie, gdzie wszystko gryzie a potem nie da się z tego czegoś domyć.. tylko biegamy za piłką w formie gierek. Jest to na prawdę fajnę oraz z chęcią wykonuje się te ćwiczenia… no może za dużo powiedziałem, bo przecież bardzo zaszło mi w krew pojęcie ,że lepiej mądrze stać niż głupio biegać. Zdarza się nawet ,że głupio stoje i w ogóle nie biegam więc kaszana xD

Klasycznie 3 kółeczka, trochę stabilizacji i 1 gierka na utrzymanie, ale z bramkami w środku.. całkiem spoko gra, wiadomo nie biegałem tak dużo jak inni ,ale widać było takie zdrowe zaangażowanie każdego , więc stwierdziłem, dobra żeby nie być burakiem też coś pobiegam. Przechodziliśmy sprawnie z ćwiczenia do ćwiczenia.. aż w końcu usłyszałem te słowa ” GIERA ” każdy oczy jak 5 zł i jedziemy.

Podzieleni zostaliśmy troche kijowo, bo ani nie było nas pół dobrego obrońcy ani pomocnika a o napadzie nie wspomne, czyli byliśmy tacy „Żodni”.

Jechali z nami jak do pożaru… przegraliśmy chyba z 6:1 i bylo widać zdenerwowanie innych ,ale nie denerwowaliśmy się na siebie , tylko na to ,że nie idzie. Po gierce klasycznie najmłodsi sprzęt i pod prysznic.

W sumie w środe mamy sparing z druzyną Rymer Rybnik… kolejny rywal z okręgówki, znowu się nabiegamy więc interwały oraz wydolnościowy mamy zaliczony, w czwartkowy trening pewnie będzie jakoś luźniej.

C.D.N

Sezon 2018/2019 -czas start !

Nowy sezon czas start !

Zaczęliśmy trochę nie typowo ponieważ sparingiem zamiast treningiem wprowadzającym. Widać znajomości oraz charyzmę trenera dzięki ,któremu pojawiło się tak nowych twarzy chcących zasilić nasze szeregi.

Nie było trzonu zespołu-dalej leniuchy odpoczywają ! 😀 ale nowi zawodnicy to kawał dobrych grajków i jeśli każdy z nich zdecyduje się na grę dla Żorskich barw to w bitwie o okręgówkę jestem spokojny.

Sparing z bardzo wymagającym rywalem- Książenice, już gdzieś o nich wspominałem 😉 widać było na pierwszy rzut oka ,że chłopaki grają w lidze wyżej i biją się o IV ligę.

Początek meczu wyrównany, obydwie drużyny stwarzały sobie sytuacje. Lecz Książenice wykorzystały nasze błędy i po naszych błędach strzelali bramki. Nie pozostaliśmy dłużni i po dwóch ładnych składnych akcjach udało strzelić nam dwie bramki. Końcowy wynik to 2:5…

Jak ja zagrałem? Oprócz tego ,że odpalił mi się prawy analog i tryb dryblera ,ale o tyle nieudolny ,że straciłem piłkę co dało bramkę na 1:4 dla książenic to myślę,że nie było źle. Bardzo cieszę się ,że tak dużo nowych zawodników do nas chce przyjść.

Ten tydzień to poniedziałkowy trening, środowy sparing, piątek trening i sobota sparing, także bardzo pracowicie się zapowiada.

Chęci, siły oraz czas ,którego ostatnio było bardzo mało jest w normie więc tylko trenować.

Nowy Trener- chęci wróciły !!!

Dowiedziałem się ,że w Żorach nowy trener. Więc cóż zobaczymy jak prowadzi treningi, jakie ma podejście. Trochę się wahałem czy wracać, przecież zaś mi się nie będzie chciało , co kumple z drużyny powiedzą, a w sumie całe moje wcześniejsze sezony w barwach Żor były tak w kratkę ,że szkoda uprawniać..

Niech stracę – JADĘ NA TRENING! Po pierwszym treningu okazało się ,że trener wymagający, ale całkiem spoko, więc trochę te chęci wróciły. Aby zagrać w podstawowym składzie musiałem czekać do zimowego okresu przygotowawczego. Dzięki jego treningom poprawił się styl mojej gry, stała się bardziej uporządkowana, stanowcza i coraz rzadziej popełniałem błędy. Przepracowałem cały okres przygotowawczy będąc na prawie każdym treningu i na każdym sparingu, na prawdę byłem bardzo zadowolony z mojej gry, można było powiedzieć,że stałem się podstawowym obrońcą, ale trzonem oraz filarem drużyny. Zmieniło się też moje podejście do treningów, do meczy i co najważniejsze do trenera, jego autorytet wśród zawodników z którymi dzielę szatnie jest na pewno na mega większym poziomie niż u poprzedników.

Atmosfera wraca do takiej jaka powinna być zawsze. Każdy z każdym rozmawia , po prostu traktujemy się jak dobrzy koledzy na których możemy polegać. Wyniki też nie są najgorsze, potrafimy wygrać z liderem ,ale niestety zdarzają się wpadki ,że przegrywamy z ostatnim miejscem jakbyśmy pierwszy raz grali w piłkę, ale myśle,że to jest kwestia dotarcia się.. impreza integracyjna myślę ,że będzie najlepszym sposobem na to 😉

Przed nami nowy sezon, sezon w którym mamy kolejny raz awansować do Okręgówki. Myślę,że z tym składem, trenerem, zarządem uda nam się to bez problemowo.

Zapraszam do śledzenia Instagrama Twardej Gry , oraz wpisów na blogu, będzie ich znacznie więcej. Na pewno będę opisywać przygotowania do nowego sezonu, postaram się dodawać zdjęcia z sparingów oraz treningów.

MP

Koniec wakacji , startuje Liga !

Wymagania postawione przez zarząd były jasne i stanowcze, odbudowa drużyny i awans do klasy okręgowej.

Treningi były cztery razy w tygodniu ,pracowaliśmy ciężko , na każdym treningu nigdy nie było mniej niż 20 zawodników. Czy tak wygląda życie piłkarza ? Wstaje jak się wyśpi , idzie na trening i spokój ? W życiu nie byłem w większym błędzie, ale myślałem że tak właśnie to życie wygląda. Do tego wymarzonego planu dnia dołożyłem poranne wyjście na boisko i po treningowe bieganie. Uwierzcie opłaciło mi się , efekty widziałem na każdym treningu. Były treningi gdzie bardziej technicznym ode mnie jest kawałek patyka znaleziony na ulicy , a bywały dni ,że nic a tylko pakować się i do Ekstraklasy lub do I ligi.

Nadszedł w końcu ten dzień, ubiorę koszulkę meczową i wyjdę na mecz.. wróć to kilku dni wcześniej. Klub zakupił koszulki wyjazdowe ,spodenki wyjazdowe oraz koszulki na rozgrzewkę. Więc na mecz mieliśmy obowiązek jechać jednakowo ubrań, myślę sobie no spełniły się moje marzenia, przecież tak wygląda piłkarskie życie… Siedzimy już w busie, kilka twarzy skupionych na zbliżającym się meczu ze słuchawkami w uszach, inni totalnie o nim nie myśleli. Ja jeszcze nie wiedziałem co mi bardziej pomaga , czy napalać się na mecz czy totalnie o nim nie myśleć, ale jak do tego doszedłem opowiem trochę indziej.

Przyjechaliśmy na jakąś wieś, drużyna z Książenic. Boisko było w tak fatalnym stanie,że każdy kawałek trawniku w Żorach jest lepszej kondycji, a pozwolicie ,że o szatniach w ogóle nie będę wspominał bo to szatnie nie były, tylko jakieś kontenery. Przyjechaliśmy w 23 lub 24 osobowym składzie, ale przecież może być w protokół wpisanych tylko 18, dlatego w mojej głowie była tylko jedna myśl-prośba, aby trener przeczytał moje zdanie chociaż w tej meczowej 18stce.

Prośba wybłagana, nie znalazłem się na liście osób ,które idą na trybuny, więc dlaczego nie wybłagać miejsca w podstawowej 11stce ? Tu siły wyższe nie były aż tak łaskawe… usiadłem na ławce, ale cała ta otoczka jaką wprowadzał trener sprawiała,że cieszyłem się nawet z tego. Rozgrzewka, strzały… i pierwszy gwizdek !

Rozpoczynamy drogę do Okręgówki. Przyzwyczajeni do raczej bardzo równego boiska a patrząc na stan murawy w Książenicach to nasza gra była podobna do murawy-fatalna! Nie wychodziło nic, żaden schemat, żadna wrzutka, strzały to każdy gdzieś w ziemniaki w pobliskie pole.

” Marcin ! Idź się rozgrzewać” w tym momencie wystartowałem jak poparzony królik za linię boczną aby się grzać. Totalnie nie wiedziałem jak taką rozgrzewkę mam poprowadzić. Trener chyba widział to ,że sobie nie radze na rozgrzewce więc postanowił dać mi szanse na boisku. Wynik fatalny .. 2:0 dla gospodarzy, obrońcy podobni do tych co grali w Suszcu. Myślę sobie,że to nie będzie łatwe… zostało mi 10 min chociaż aby strzelić , aby odpalił ten jeden jednorazowy strzał… W końcówce mamy rzut z autu, leci piłka na mnie, ale skoro widzieli ,że jestem raczej drewniany więc przeciwnik nie podskoczył , więc przyjmuję piłkę lewym udem i z wolejca prawą… Piłka leci w okienko, myślę sobie ,że tu już trzeba zrobić cieszynkę… ale strzał był o tyle lekki ,że piłka zdążyła opaść i wpaść prosto w ręce bramkarza… jedyna okazja w tym meczu zmarnowana.. wracaliśmy ze spuszczonymi głowami.. wioska zlała drużynę z miasta, ale cytując klasyka „Nie ważne jak zaczynasz ,ważne jak kończysz” To był świetny bodziec do jeszcze cięższej pracy.

Z meczu na mecz zdobywaliśmy coraz więcej bramek, gra była coraz lepsza , po prostu bardzo przyjemnie się patrzyło na naszą grę. Aż przyszedł ten dzień ! Pucharowa środa, czyli regionalne rozgrywki Pucharu Polski, przeciwnikiem drużyna z Czerwionki. Schemat się powtarza, jestem w meczowej 18stce, ale nie w podstawie. Cóż, przyjdzie na mnie czas. Na trybunach zebrało się ok.50 kibiców. Fajny mecz był, ale naszemu napastnikowi totalnie nie szło, każda piłka strata, no dno. Trener już w 15 min kazał mi się grzać, ale okazało się,że wszedł ktoś inny, no cóż… wpuścił mnie na początku drugiej połowy, 45 min aby pokazać ,że się nie pomylił.

Oddałem kilka strzałów, wszystkie w bramkarza, ale w światło bramki, aż w końcu odpalił się ON. Ten dotyk… Piłka od środkowego pomocnika, przyjęcie prawą i klasyczny szczur lewą nogą przy słupku i prowadzimy 0:1 !!! Miałem jeszcze okazję z główki ,ale bramkarz mi to wyciągnął, tak jak mówiłem. Jednorazowy genialny dotyk ,który daje bramkę. Wynik meczu to 0:2 i przechodzimy dalej.

Następne miesiące nie były już tak udane, zarząd pożegnał się z trenerem, z tym trenerem ,który tak we mnie wierzył i wierzył w ten jednorazowy strzał. Przyszedł nowy trener, NAJGORSZY trener jakiego kiedykolwiek mogłem sobie wymyślić. Każdy,ale to każdy w drużynie miał go totalnie gdzieś… graliśmy taktyką ,którą zapamiętaliśmy za poprzedniego trenera.

Dało nam to upragniony awans !!! Ale w tym awansie nie było mojej zasługi, ponieważ ten NAJGORSZY trener totalnie we mnie nie wierzył, brak szans gry totalnie mnie podłamało, atmosfera w drużynie spadła ,każdy na każdego się patrzył z byka, każdy na każdego krzyczał o nawet najmniejszy błąd. Stwierdziłem,że skoro ten trener tego nie widzi to nie mogę myśleć o byciu piłkarzem skoro nie umiem przekonać trenera aby postawił na mnie w meczu. Zacząłem olewać treningi , totalnie nie przykładać się do gry. Zaczęły się imprezy, alkohol, fajeczki… Skąd mój poziom gry spadł do gorzej niż drewnianego hebla,który pierwszy raz widzi piłkę.

Ocknąłem się trochę za późno. Co z tego jak mieliśmy w Żorach okręgówkę jak 95% ludzi,którzy wywalczyli ten awans odeszło. Czyli wracamy do początku budowy drużyny. Zmienił się trener, ale jeździliśmy na mecz w 10 lub 11.. dostawaliśmy baty w każdym meczu, musieliśmy dograć ten sezon aby nie spaść na samo dno czyli do C-klasy.

Spadek. Reorganizacja klubu, zmiana prezesów, trenera.

Już nie graliśmy jako KS Żory, tylko jako MKS Żory, Młodzieżowy Klub Sportowy Żory, większość z nas nie była specjalnie zadowolona z tego nowego projektu, drwiliśmy ,że naszym herbem jest flaga Ukrainy z wklejoną piłką w Paintcie. Z biegiem czasu , zaczęliśmy dostrzegać pozytywne strony tego, nasza gra nie była cały czas zła, tylko była w kratkę. Z każdym miesiącem było coraz lepiej. Skończyliśmy sezon na 10 miejscu.

Ponownie uwierzyliśmy dlaczego by nie bić się o Okręgówkę. Już nie grałem jako napastnik tylko wróciłem do bycia obrońcą. Środkowy obrońca to najbardziej nie wdzięczna rola na boisku, ponieważ wina za prawie każdą bramkę spada właśnie na niego ,a ma bardzo dużo odpowiedzialnych funkcji, musi być twardy, silny oraz głośny. Z każdym meczem ,treningiem nabierałem tych cech, aby w końcu stać się podstawowym obrońcą MKS-u Żory.

Nasza gra była totalnie średnia, raz wygrana , remis, porażka i tak na okrągło. Trenerowi totalnie przestało zależeć na nas, nie przykładał się treningów, miał nas po prostu gdzieś, traktował to byle odbębnić , dostać kasę i do domu.

Stwierdziłem, rzucam to granie. Nie będę marnować czasu na piłkę. Z resztą praca na zmiany, dziewczyna , szkoda czasu..