Koniec wakacji , startuje Liga !

Wymagania postawione przez zarząd były jasne i stanowcze, odbudowa drużyny i awans do klasy okręgowej.

Treningi były cztery razy w tygodniu ,pracowaliśmy ciężko , na każdym treningu nigdy nie było mniej niż 20 zawodników. Czy tak wygląda życie piłkarza ? Wstaje jak się wyśpi , idzie na trening i spokój ? W życiu nie byłem w większym błędzie, ale myślałem że tak właśnie to życie wygląda. Do tego wymarzonego planu dnia dołożyłem poranne wyjście na boisko i po treningowe bieganie. Uwierzcie opłaciło mi się , efekty widziałem na każdym treningu. Były treningi gdzie bardziej technicznym ode mnie jest kawałek patyka znaleziony na ulicy , a bywały dni ,że nic a tylko pakować się i do Ekstraklasy lub do I ligi.

Nadszedł w końcu ten dzień, ubiorę koszulkę meczową i wyjdę na mecz.. wróć to kilku dni wcześniej. Klub zakupił koszulki wyjazdowe ,spodenki wyjazdowe oraz koszulki na rozgrzewkę. Więc na mecz mieliśmy obowiązek jechać jednakowo ubrań, myślę sobie no spełniły się moje marzenia, przecież tak wygląda piłkarskie życie… Siedzimy już w busie, kilka twarzy skupionych na zbliżającym się meczu ze słuchawkami w uszach, inni totalnie o nim nie myśleli. Ja jeszcze nie wiedziałem co mi bardziej pomaga , czy napalać się na mecz czy totalnie o nim nie myśleć, ale jak do tego doszedłem opowiem trochę indziej.

Przyjechaliśmy na jakąś wieś, drużyna z Książenic. Boisko było w tak fatalnym stanie,że każdy kawałek trawniku w Żorach jest lepszej kondycji, a pozwolicie ,że o szatniach w ogóle nie będę wspominał bo to szatnie nie były, tylko jakieś kontenery. Przyjechaliśmy w 23 lub 24 osobowym składzie, ale przecież może być w protokół wpisanych tylko 18, dlatego w mojej głowie była tylko jedna myśl-prośba, aby trener przeczytał moje zdanie chociaż w tej meczowej 18stce.

Prośba wybłagana, nie znalazłem się na liście osób ,które idą na trybuny, więc dlaczego nie wybłagać miejsca w podstawowej 11stce ? Tu siły wyższe nie były aż tak łaskawe… usiadłem na ławce, ale cała ta otoczka jaką wprowadzał trener sprawiała,że cieszyłem się nawet z tego. Rozgrzewka, strzały… i pierwszy gwizdek !

Rozpoczynamy drogę do Okręgówki. Przyzwyczajeni do raczej bardzo równego boiska a patrząc na stan murawy w Książenicach to nasza gra była podobna do murawy-fatalna! Nie wychodziło nic, żaden schemat, żadna wrzutka, strzały to każdy gdzieś w ziemniaki w pobliskie pole.

” Marcin ! Idź się rozgrzewać” w tym momencie wystartowałem jak poparzony królik za linię boczną aby się grzać. Totalnie nie wiedziałem jak taką rozgrzewkę mam poprowadzić. Trener chyba widział to ,że sobie nie radze na rozgrzewce więc postanowił dać mi szanse na boisku. Wynik fatalny .. 2:0 dla gospodarzy, obrońcy podobni do tych co grali w Suszcu. Myślę sobie,że to nie będzie łatwe… zostało mi 10 min chociaż aby strzelić , aby odpalił ten jeden jednorazowy strzał… W końcówce mamy rzut z autu, leci piłka na mnie, ale skoro widzieli ,że jestem raczej drewniany więc przeciwnik nie podskoczył , więc przyjmuję piłkę lewym udem i z wolejca prawą… Piłka leci w okienko, myślę sobie ,że tu już trzeba zrobić cieszynkę… ale strzał był o tyle lekki ,że piłka zdążyła opaść i wpaść prosto w ręce bramkarza… jedyna okazja w tym meczu zmarnowana.. wracaliśmy ze spuszczonymi głowami.. wioska zlała drużynę z miasta, ale cytując klasyka „Nie ważne jak zaczynasz ,ważne jak kończysz” To był świetny bodziec do jeszcze cięższej pracy.

Z meczu na mecz zdobywaliśmy coraz więcej bramek, gra była coraz lepsza , po prostu bardzo przyjemnie się patrzyło na naszą grę. Aż przyszedł ten dzień ! Pucharowa środa, czyli regionalne rozgrywki Pucharu Polski, przeciwnikiem drużyna z Czerwionki. Schemat się powtarza, jestem w meczowej 18stce, ale nie w podstawie. Cóż, przyjdzie na mnie czas. Na trybunach zebrało się ok.50 kibiców. Fajny mecz był, ale naszemu napastnikowi totalnie nie szło, każda piłka strata, no dno. Trener już w 15 min kazał mi się grzać, ale okazało się,że wszedł ktoś inny, no cóż… wpuścił mnie na początku drugiej połowy, 45 min aby pokazać ,że się nie pomylił.

Oddałem kilka strzałów, wszystkie w bramkarza, ale w światło bramki, aż w końcu odpalił się ON. Ten dotyk… Piłka od środkowego pomocnika, przyjęcie prawą i klasyczny szczur lewą nogą przy słupku i prowadzimy 0:1 !!! Miałem jeszcze okazję z główki ,ale bramkarz mi to wyciągnął, tak jak mówiłem. Jednorazowy genialny dotyk ,który daje bramkę. Wynik meczu to 0:2 i przechodzimy dalej.

Następne miesiące nie były już tak udane, zarząd pożegnał się z trenerem, z tym trenerem ,który tak we mnie wierzył i wierzył w ten jednorazowy strzał. Przyszedł nowy trener, NAJGORSZY trener jakiego kiedykolwiek mogłem sobie wymyślić. Każdy,ale to każdy w drużynie miał go totalnie gdzieś… graliśmy taktyką ,którą zapamiętaliśmy za poprzedniego trenera.

Dało nam to upragniony awans !!! Ale w tym awansie nie było mojej zasługi, ponieważ ten NAJGORSZY trener totalnie we mnie nie wierzył, brak szans gry totalnie mnie podłamało, atmosfera w drużynie spadła ,każdy na każdego się patrzył z byka, każdy na każdego krzyczał o nawet najmniejszy błąd. Stwierdziłem,że skoro ten trener tego nie widzi to nie mogę myśleć o byciu piłkarzem skoro nie umiem przekonać trenera aby postawił na mnie w meczu. Zacząłem olewać treningi , totalnie nie przykładać się do gry. Zaczęły się imprezy, alkohol, fajeczki… Skąd mój poziom gry spadł do gorzej niż drewnianego hebla,który pierwszy raz widzi piłkę.

Ocknąłem się trochę za późno. Co z tego jak mieliśmy w Żorach okręgówkę jak 95% ludzi,którzy wywalczyli ten awans odeszło. Czyli wracamy do początku budowy drużyny. Zmienił się trener, ale jeździliśmy na mecz w 10 lub 11.. dostawaliśmy baty w każdym meczu, musieliśmy dograć ten sezon aby nie spaść na samo dno czyli do C-klasy.

Spadek. Reorganizacja klubu, zmiana prezesów, trenera.

Już nie graliśmy jako KS Żory, tylko jako MKS Żory, Młodzieżowy Klub Sportowy Żory, większość z nas nie była specjalnie zadowolona z tego nowego projektu, drwiliśmy ,że naszym herbem jest flaga Ukrainy z wklejoną piłką w Paintcie. Z biegiem czasu , zaczęliśmy dostrzegać pozytywne strony tego, nasza gra nie była cały czas zła, tylko była w kratkę. Z każdym miesiącem było coraz lepiej. Skończyliśmy sezon na 10 miejscu.

Ponownie uwierzyliśmy dlaczego by nie bić się o Okręgówkę. Już nie grałem jako napastnik tylko wróciłem do bycia obrońcą. Środkowy obrońca to najbardziej nie wdzięczna rola na boisku, ponieważ wina za prawie każdą bramkę spada właśnie na niego ,a ma bardzo dużo odpowiedzialnych funkcji, musi być twardy, silny oraz głośny. Z każdym meczem ,treningiem nabierałem tych cech, aby w końcu stać się podstawowym obrońcą MKS-u Żory.

Nasza gra była totalnie średnia, raz wygrana , remis, porażka i tak na okrągło. Trenerowi totalnie przestało zależeć na nas, nie przykładał się treningów, miał nas po prostu gdzieś, traktował to byle odbębnić , dostać kasę i do domu.

Stwierdziłem, rzucam to granie. Nie będę marnować czasu na piłkę. Z resztą praca na zmiany, dziewczyna , szkoda czasu..

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *