Sezon 2018/2019 -czas start !

Nowy sezon czas start !

Zaczęliśmy trochę nie typowo ponieważ sparingiem zamiast treningiem wprowadzającym. Widać znajomości oraz charyzmę trenera dzięki ,któremu pojawiło się tak nowych twarzy chcących zasilić nasze szeregi.

Nie było trzonu zespołu-dalej leniuchy odpoczywają ! 😀 ale nowi zawodnicy to kawał dobrych grajków i jeśli każdy z nich zdecyduje się na grę dla Żorskich barw to w bitwie o okręgówkę jestem spokojny.

Sparing z bardzo wymagającym rywalem- Książenice, już gdzieś o nich wspominałem 😉 widać było na pierwszy rzut oka ,że chłopaki grają w lidze wyżej i biją się o IV ligę.

Początek meczu wyrównany, obydwie drużyny stwarzały sobie sytuacje. Lecz Książenice wykorzystały nasze błędy i po naszych błędach strzelali bramki. Nie pozostaliśmy dłużni i po dwóch ładnych składnych akcjach udało strzelić nam dwie bramki. Końcowy wynik to 2:5…

Jak ja zagrałem? Oprócz tego ,że odpalił mi się prawy analog i tryb dryblera ,ale o tyle nieudolny ,że straciłem piłkę co dało bramkę na 1:4 dla książenic to myślę,że nie było źle. Bardzo cieszę się ,że tak dużo nowych zawodników do nas chce przyjść.

Ten tydzień to poniedziałkowy trening, środowy sparing, piątek trening i sobota sparing, także bardzo pracowicie się zapowiada.

Chęci, siły oraz czas ,którego ostatnio było bardzo mało jest w normie więc tylko trenować.

Nowy Trener- chęci wróciły !!!

Dowiedziałem się ,że w Żorach nowy trener. Więc cóż zobaczymy jak prowadzi treningi, jakie ma podejście. Trochę się wahałem czy wracać, przecież zaś mi się nie będzie chciało , co kumple z drużyny powiedzą, a w sumie całe moje wcześniejsze sezony w barwach Żor były tak w kratkę ,że szkoda uprawniać..

Niech stracę – JADĘ NA TRENING! Po pierwszym treningu okazało się ,że trener wymagający, ale całkiem spoko, więc trochę te chęci wróciły. Aby zagrać w podstawowym składzie musiałem czekać do zimowego okresu przygotowawczego. Dzięki jego treningom poprawił się styl mojej gry, stała się bardziej uporządkowana, stanowcza i coraz rzadziej popełniałem błędy. Przepracowałem cały okres przygotowawczy będąc na prawie każdym treningu i na każdym sparingu, na prawdę byłem bardzo zadowolony z mojej gry, można było powiedzieć,że stałem się podstawowym obrońcą, ale trzonem oraz filarem drużyny. Zmieniło się też moje podejście do treningów, do meczy i co najważniejsze do trenera, jego autorytet wśród zawodników z którymi dzielę szatnie jest na pewno na mega większym poziomie niż u poprzedników.

Atmosfera wraca do takiej jaka powinna być zawsze. Każdy z każdym rozmawia , po prostu traktujemy się jak dobrzy koledzy na których możemy polegać. Wyniki też nie są najgorsze, potrafimy wygrać z liderem ,ale niestety zdarzają się wpadki ,że przegrywamy z ostatnim miejscem jakbyśmy pierwszy raz grali w piłkę, ale myśle,że to jest kwestia dotarcia się.. impreza integracyjna myślę ,że będzie najlepszym sposobem na to 😉

Przed nami nowy sezon, sezon w którym mamy kolejny raz awansować do Okręgówki. Myślę,że z tym składem, trenerem, zarządem uda nam się to bez problemowo.

Zapraszam do śledzenia Instagrama Twardej Gry , oraz wpisów na blogu, będzie ich znacznie więcej. Na pewno będę opisywać przygotowania do nowego sezonu, postaram się dodawać zdjęcia z sparingów oraz treningów.

MP

Koniec wakacji , startuje Liga !

Wymagania postawione przez zarząd były jasne i stanowcze, odbudowa drużyny i awans do klasy okręgowej.

Treningi były cztery razy w tygodniu ,pracowaliśmy ciężko , na każdym treningu nigdy nie było mniej niż 20 zawodników. Czy tak wygląda życie piłkarza ? Wstaje jak się wyśpi , idzie na trening i spokój ? W życiu nie byłem w większym błędzie, ale myślałem że tak właśnie to życie wygląda. Do tego wymarzonego planu dnia dołożyłem poranne wyjście na boisko i po treningowe bieganie. Uwierzcie opłaciło mi się , efekty widziałem na każdym treningu. Były treningi gdzie bardziej technicznym ode mnie jest kawałek patyka znaleziony na ulicy , a bywały dni ,że nic a tylko pakować się i do Ekstraklasy lub do I ligi.

Nadszedł w końcu ten dzień, ubiorę koszulkę meczową i wyjdę na mecz.. wróć to kilku dni wcześniej. Klub zakupił koszulki wyjazdowe ,spodenki wyjazdowe oraz koszulki na rozgrzewkę. Więc na mecz mieliśmy obowiązek jechać jednakowo ubrań, myślę sobie no spełniły się moje marzenia, przecież tak wygląda piłkarskie życie… Siedzimy już w busie, kilka twarzy skupionych na zbliżającym się meczu ze słuchawkami w uszach, inni totalnie o nim nie myśleli. Ja jeszcze nie wiedziałem co mi bardziej pomaga , czy napalać się na mecz czy totalnie o nim nie myśleć, ale jak do tego doszedłem opowiem trochę indziej.

Przyjechaliśmy na jakąś wieś, drużyna z Książenic. Boisko było w tak fatalnym stanie,że każdy kawałek trawniku w Żorach jest lepszej kondycji, a pozwolicie ,że o szatniach w ogóle nie będę wspominał bo to szatnie nie były, tylko jakieś kontenery. Przyjechaliśmy w 23 lub 24 osobowym składzie, ale przecież może być w protokół wpisanych tylko 18, dlatego w mojej głowie była tylko jedna myśl-prośba, aby trener przeczytał moje zdanie chociaż w tej meczowej 18stce.

Prośba wybłagana, nie znalazłem się na liście osób ,które idą na trybuny, więc dlaczego nie wybłagać miejsca w podstawowej 11stce ? Tu siły wyższe nie były aż tak łaskawe… usiadłem na ławce, ale cała ta otoczka jaką wprowadzał trener sprawiała,że cieszyłem się nawet z tego. Rozgrzewka, strzały… i pierwszy gwizdek !

Rozpoczynamy drogę do Okręgówki. Przyzwyczajeni do raczej bardzo równego boiska a patrząc na stan murawy w Książenicach to nasza gra była podobna do murawy-fatalna! Nie wychodziło nic, żaden schemat, żadna wrzutka, strzały to każdy gdzieś w ziemniaki w pobliskie pole.

” Marcin ! Idź się rozgrzewać” w tym momencie wystartowałem jak poparzony królik za linię boczną aby się grzać. Totalnie nie wiedziałem jak taką rozgrzewkę mam poprowadzić. Trener chyba widział to ,że sobie nie radze na rozgrzewce więc postanowił dać mi szanse na boisku. Wynik fatalny .. 2:0 dla gospodarzy, obrońcy podobni do tych co grali w Suszcu. Myślę sobie,że to nie będzie łatwe… zostało mi 10 min chociaż aby strzelić , aby odpalił ten jeden jednorazowy strzał… W końcówce mamy rzut z autu, leci piłka na mnie, ale skoro widzieli ,że jestem raczej drewniany więc przeciwnik nie podskoczył , więc przyjmuję piłkę lewym udem i z wolejca prawą… Piłka leci w okienko, myślę sobie ,że tu już trzeba zrobić cieszynkę… ale strzał był o tyle lekki ,że piłka zdążyła opaść i wpaść prosto w ręce bramkarza… jedyna okazja w tym meczu zmarnowana.. wracaliśmy ze spuszczonymi głowami.. wioska zlała drużynę z miasta, ale cytując klasyka „Nie ważne jak zaczynasz ,ważne jak kończysz” To był świetny bodziec do jeszcze cięższej pracy.

Z meczu na mecz zdobywaliśmy coraz więcej bramek, gra była coraz lepsza , po prostu bardzo przyjemnie się patrzyło na naszą grę. Aż przyszedł ten dzień ! Pucharowa środa, czyli regionalne rozgrywki Pucharu Polski, przeciwnikiem drużyna z Czerwionki. Schemat się powtarza, jestem w meczowej 18stce, ale nie w podstawie. Cóż, przyjdzie na mnie czas. Na trybunach zebrało się ok.50 kibiców. Fajny mecz był, ale naszemu napastnikowi totalnie nie szło, każda piłka strata, no dno. Trener już w 15 min kazał mi się grzać, ale okazało się,że wszedł ktoś inny, no cóż… wpuścił mnie na początku drugiej połowy, 45 min aby pokazać ,że się nie pomylił.

Oddałem kilka strzałów, wszystkie w bramkarza, ale w światło bramki, aż w końcu odpalił się ON. Ten dotyk… Piłka od środkowego pomocnika, przyjęcie prawą i klasyczny szczur lewą nogą przy słupku i prowadzimy 0:1 !!! Miałem jeszcze okazję z główki ,ale bramkarz mi to wyciągnął, tak jak mówiłem. Jednorazowy genialny dotyk ,który daje bramkę. Wynik meczu to 0:2 i przechodzimy dalej.

Następne miesiące nie były już tak udane, zarząd pożegnał się z trenerem, z tym trenerem ,który tak we mnie wierzył i wierzył w ten jednorazowy strzał. Przyszedł nowy trener, NAJGORSZY trener jakiego kiedykolwiek mogłem sobie wymyślić. Każdy,ale to każdy w drużynie miał go totalnie gdzieś… graliśmy taktyką ,którą zapamiętaliśmy za poprzedniego trenera.

Dało nam to upragniony awans !!! Ale w tym awansie nie było mojej zasługi, ponieważ ten NAJGORSZY trener totalnie we mnie nie wierzył, brak szans gry totalnie mnie podłamało, atmosfera w drużynie spadła ,każdy na każdego się patrzył z byka, każdy na każdego krzyczał o nawet najmniejszy błąd. Stwierdziłem,że skoro ten trener tego nie widzi to nie mogę myśleć o byciu piłkarzem skoro nie umiem przekonać trenera aby postawił na mnie w meczu. Zacząłem olewać treningi , totalnie nie przykładać się do gry. Zaczęły się imprezy, alkohol, fajeczki… Skąd mój poziom gry spadł do gorzej niż drewnianego hebla,który pierwszy raz widzi piłkę.

Ocknąłem się trochę za późno. Co z tego jak mieliśmy w Żorach okręgówkę jak 95% ludzi,którzy wywalczyli ten awans odeszło. Czyli wracamy do początku budowy drużyny. Zmienił się trener, ale jeździliśmy na mecz w 10 lub 11.. dostawaliśmy baty w każdym meczu, musieliśmy dograć ten sezon aby nie spaść na samo dno czyli do C-klasy.

Spadek. Reorganizacja klubu, zmiana prezesów, trenera.

Już nie graliśmy jako KS Żory, tylko jako MKS Żory, Młodzieżowy Klub Sportowy Żory, większość z nas nie była specjalnie zadowolona z tego nowego projektu, drwiliśmy ,że naszym herbem jest flaga Ukrainy z wklejoną piłką w Paintcie. Z biegiem czasu , zaczęliśmy dostrzegać pozytywne strony tego, nasza gra nie była cały czas zła, tylko była w kratkę. Z każdym miesiącem było coraz lepiej. Skończyliśmy sezon na 10 miejscu.

Ponownie uwierzyliśmy dlaczego by nie bić się o Okręgówkę. Już nie grałem jako napastnik tylko wróciłem do bycia obrońcą. Środkowy obrońca to najbardziej nie wdzięczna rola na boisku, ponieważ wina za prawie każdą bramkę spada właśnie na niego ,a ma bardzo dużo odpowiedzialnych funkcji, musi być twardy, silny oraz głośny. Z każdym meczem ,treningiem nabierałem tych cech, aby w końcu stać się podstawowym obrońcą MKS-u Żory.

Nasza gra była totalnie średnia, raz wygrana , remis, porażka i tak na okrągło. Trenerowi totalnie przestało zależeć na nas, nie przykładał się treningów, miał nas po prostu gdzieś, traktował to byle odbębnić , dostać kasę i do domu.

Stwierdziłem, rzucam to granie. Nie będę marnować czasu na piłkę. Z resztą praca na zmiany, dziewczyna , szkoda czasu..

 

Kontakt

Zapraszam do kontaktu : 

mail: mar.pawlowski1994@gmail.com

Instagram: @Twarda_gra

FB: https://www.facebook.com/MarcinSebastianPawlowski

 

Rozpoczynamy przygodę z #Twarda_Gra

Cześć.

Nazywam się Marcin ,posty wrzucam jako „Cinski”

Pomysł z blogiem narodził się spontanicznie , postanowiłem dzielić się swoim życiem , wrażeniami, oraz tym co najważniejsze moim amatorskim piłkarskim życiem, ale także prowadzić go w formię pamiętnika.

Blog #Twarda_Gra idealnie opisuje moją przygodę z piłką, to na prawdę Twarda Gra.

A-klasa to nie liga, to nie poziom rozgrywkowy, to po prostu STYL ŻYCIA !

Ludzi jakich spotykam na boisku i poza nim nie da się wsadzić do żadnej kategorii. Są to ludzie,którzy myślą,że zostaną piłkarzami, bardzo przykładający się do treningu, kupujący najdroższy sprzęt(bo przecież korki same grają xD) od takich ,którzy lekcja chodzenia została gdzieś zaniedbana,serio ,niektórzy po prostu nie umieją biegać, a co dopiero coś tą piłkę kopnąć, zdarzają się ludzie,którzy po prostu grają bo to kochają i sprawia im to mega wielką przyjemność, coś potrafią kopnąć, ale nic szczególnego. Nie mówię ,że nie zdarzają się grajki co naprawdę aż przyjemnie się patrzy jak grają, ale to zawsze mają sezon lub nawet pół i grają gdzieś wyżej.

Od razu uprzedzam,że ja piłkarzem nie jestem i nigdy nie będę…no chyba ,że powtórzy się historia z Grzesiem Piechną, mogę powiedzieć ,że taka 3 kategoria nieoheblowanego drewienka ze mnie będzie 😉

W piłę zacząłem grać dosyć późno, nigdy nie było mowy od małego ,żeby zostać piłkarzem to było moje marzenie-otóż NIE ! Ja nigdy nie miałem takiego marzenia, bo jak za małego graliśmy za blokiem to zawsze schemat był ten sam, byłem wybierany na końcu i zawsze na obronę , tak byłem najsłabszy, ale to w sumie dobrze, bo koledzy,którzy byli lepsi myśleli,że zawsze tacy będą.

Od tamtego czasu zacząłem samemu trenować, szło to mega opornie,ale zauważałem efekty, ponieważ co wakacje, zdawało mi się ,że jestem albo coraz lepszy albo oni są gorsi. Z biegiem czasu okazało się ,że trochę moje myślenie związane z piłką trochę się zmieniło, mianowicie moje umiejętności poprawiły się dzięki ciężkim treningom oraz doświadczeniu nabytemu na codziennych grach na boisku z kumplami.

Spróbowałem sił w klubie. W wieku 17 lat poszedłem na pierwszy trening, tak w wieku 17 lat !!! Inni debiutują w tym wieku w Champions League a ja wybieram się na trening aby zostać piłkarzem xD

Historia zatoczyła koło… byłem najgorszy. Szok, przecież od tych innych kolegów byłem lepszy a teraz znowu ? Skoro tak było to nie pozostało mi nic innego jak zrobić to co wcześniej, czyli ostro pracować samemu. Treningi opłaciły się , dzięki temu na stałe zagościłem w wyjściowej jedenastce u trenera. Grałem sporo, na prawdę sporo. Skończyłem 18 lat, dorosły byłem, Boga za nogi złapałem… przecież piwko nic nie zaszkodzi. Tak zaszkodziło,że powąchałem ławkę rezerwowych. Ja? Podstawowy obrońca na ławkę ? Tak nie może być, wtedy narodził się pomysł o tym aby zostać piłkarzem, takim zawodowym ,który potrafi bardzo dobrze grać,ale co za tym idzie, uzbiera na jacht 😉

Trener uświadomił mi ,że skończył się wiek juniora i pora iść do seniorów ! :O  Ja w seniorach ? Pierwszego dnia nie zapomnę do końca życia. Nie spałem w nocy, bardzo źle się czułem przed pierwszym treningiem.

Okazało się ,że nie tylko ja zaliczam debiut, zmienił się trener. Ufff, każdy z nową kartą, będzie mi łatwiej. W pierwszej rozmowie z nim, nie wiem do dziś dlaczego odpaliłem,że jestem napastnikiem. :O może dlatego ,że posiadam dziwną umiejętność, potrafię wsadzić taką bramę niekiedy,że w Ekstraklasie wstają i klaskają, ale też z 1,5 m na pustą bramkę potrafię zestrzelić ptaka lecącego wysoko xD

Dostałem szansę gry w sparingu z Krupińskim na „9”.Gra układała się nawet dobrze, wymagający rywal, IV liga, poukładany, rośli stoperzy, wirtuozi w pomocy, wiatraki na skrzydłach oraz kiler na ataku, myślę sobie gdzie ja tam i moje lichę ciało… Stoperzy pokazali jak się gra w lidze wyżej, w życiu nie zrobiłem salta skacząc do główki po zderzeniu z obrońcą ;O

Ale dzięki temu nagle ‚włączył ‚ się ten właśnie jeden jednorazowy strzał … coś w stylu płonącej piłki… miałem chyba z 2 m straty do piłki.. ale dogoniłem ją i z pierwszej piłki poszłoooo! Bez rotacji, w linii prostej, od mojej stopy , obok obrońcy i między nogami bramkarza piłka wpada do siatki. W tym momencie totalnie nie wiedziałem co się robi. Myślę sobie ” w tv się cieszą ” myślę zrobię jakąś cieszynke albo coś w tym stylu… w mojej głowie było wiele myśli co mam zrobić, ale wystarczył jeden stanowczy gest..podniesiony kciuk trenera. Wtedy wiedziałem,że muszę to powtórzyć… no, w tym sparingu się nie udało,ale zaliczyłem jeszcze asystę,dzięki której wygraliśmy 0:2 z rywalem ,który kilka miesięcy wcześniej zgniótł by Żory jak papierosa na mokrym przystanku.

Dzięki temu sparingowi, strzelonej bramce, nadzieja wróciła. Pomyślałem,że dlaczego na prawdę nie zostać tym profesjonalnym piłkarzem.

Dalsze zmagania w następnym poście..

C.D.N

 

MP